Walki o Wietnam Południowy stały się prawdziwym piekłem w wietnamskiej dżungli. Podczas ogromnych i bardzo częstych nalotów dywanowych na olbrzymią skalę używano róznych rodzajów napalmów oraz defoliantów. Jankesom chodziło o niekończące się dżungle, gdzie ukrywały się znaczne ilości partyzanckich sił. Używano także trującej substancji zwanej Agent Orange. Jej zastosowanie przyniosło w następnych latach chorobę oraz - jak wiadomo - inwalidztwo ogromnej liczby mieszkańców Wietnamu. Samych żołnierzy było ponad sto tysięsy - i to amerykańskich. Jednak przewaga Amerykanów w pewnym momencie stanęła w miejscu. Stało się to za sprawą komórek, które przechwytywały wszystkie rozkazy i komunikaty płynące na amerykańskich falach radiowych. W związku z tym każdy nalot czy bombardowanie odbywało się bez obecności vietcongu - wietnamskich partyzantów. Wszystkie operacje wojskowe okazywały się niewypałami, ponieważ wróg doskonale wiedział, gdzie, co, jak i jaką metodą zamierza uderzyć.
CIA wspomogło amerykańską armię na początku lat sześćdziesiątych, dzięki czemu uderzono w samo serce wywiadowczej struktury dywersyjnej Vietcongu, która funkcjonowała w Wietnamie Północnym i krajach pokrytych gęstą dżunglą. Doprowadziło to do masowych morderstw każdego, kogo tylko podejrzewano o zwolennictwo i członkostwo - było to w latach 1969. Bardzo wielu przeszło także na drugą stronę konfliktu. Kiedy później doszło do wypłynięcia informacji o tym do masowych mediów, sprawa zyskała rangę międzynarodowego skandalu. Ale to właśnie ten program wspomógł amerykańskie siły w trudnych chwilach. Sprawa stała się o tyle groźna dla Władimira Jefimowicza Siemieczastnego, ówczesnego dyrektora głównego KGB, że wyznaczył nagrodę w wysokości pięćdziesięciu tysięcy dolarów w złocie za przekazanie tamtejszego szefa CIA, agenta Johna L. Lee lub jego zamordowanie i dostarczenie dowou na to. Jednak nikt się nie połasił i choć KGB wyznało, iż gdyby wybuchła między nimi a CIA wojna, wygraliby, ponieważ znali ich kody, które dostarczali im Wietnamczycy.
Amerykanie, ciągle wściekli na agentów, którzy znali ich plany oraz współpracujący z nimi Vitcong, zaczęli przeprowadzać zmasowane ataki na podejrzane wioski, które wywracano do góry nogrami. Wiązało się to z przymusowymi przesiedleniami ludności do tak zwanych wiosek strategicznych. Każdy, kto pojawiał się na terenie oznaczonym jako strefę wojenną, spotykał się z atakiem, nie było wyjątków. Amerykańscy żołnierze bezkarnie, masowo palili wsie i chaty, gwałcili żony, mordowali mężów oraz wyganiali ich do większych miast. Przełomem w wojnie był rok 1968, kiedy doszło do złamania niepisanego zawieszenia broni. Zaatakowali wtedy najważniejsze punkty strategiczne i zmusiły wrogie siły do przeniesienia konfliktu w stronę większych miast, gdzie Amerykanie nie mogliby używać bomb oraz napalmów. Walki rozprzestrzniały się na wielkich długościach aż doszły tam, gdzie chciał Vitcongm, czyli do Sajgonu. Doszło w międzyczasie do bardzo krwawych oraz długich bitw, a jedną z nich była walka o miasto Hue.