Dusze, które trafił do Tartaru cierpiały wieczne, coraz to wymyślniejsze męki z rąk trzech Eryń - sióstr, które strzegły tych najgorszych dusz. Wyobrażano je sobie jako potworne kobiety, z których wiecznie toczyła się piana, latały na skrzydłach nietoperzy, nosiły posępne czarne szaty, w dłoniach dzierżyły pochodnie oraz węże. Wszędzie też było czuć wstrętny odór z ich paszcz. Był to boginie zemsty i nienawiści, męki zadawane przez nie potępionym duszom były więc straszne. Z krainy wiecznego potępienia nie było ucieczki. Kto raz się tam dostał, już na wieczność był potępiony i karany za swe ziemskie przewinienia. Tartar znajdował się wedle Greków tak głęboko pod ziemią, jak wysoko znajduje się niebo. Przeciwieństwem dla Tartaru była wyspa błogosławieństwa, która stanowiła nagrodę dla najszlachetniejszych. Wiła się wokół niej krystalicznie czysta rzeka. Opis tej najpiękniejszej krainy w świecie zmarłych był wręcz bajkowy. Otaczał ją mur ze szmaragdów, za którym płynęła rzeka olejków eterycznych. Wszędzie było złoto i wszelkie bogactwa, a mieszkańcy owej wyspy nigdy się nie starzeli, trwała tam wieczna biesiada i każdy był szczęśliwy.
Mity greckie swe odzwierciedlenie mają także w gwiazdach. Grecy uważali, że na niebie umieszczonych jest wielu herosów, wiele przedmiotów itp. Przykładowo - wielka niedźwiedzica to Kallisto - była to kochanka Zeusa, która w niedźwiedzicę została zamieniona za karę przez Artemidę, gdyż zawiodła jej zaufanie oddając się Zeusowi. Ten, nie mogąc znieść żałosnego widoku swej kochanki, umieścił ją na niebie, gdzie po dziś dzień świeci. Umieścił też na nim kobietę, która się nim opiekowała wdzięczny za swe wychowanie. Najjaśniejsza gwiazda na niebie - gwiazda polarna znajdująca się w małej niedźwiedzicy to właśnie kobieta, której Zeus zawdzięcza swe wychowanie. Swoje miejsce na nieboskłonie ma także wianek Ariadny - żony Dionizosa, który zdjął go w noc poślubną i zawiesił na niebie. Na niebie znalazło się także miejsce dla potwora - a konkretnie jednej jego głowy - głowy Ladona, którego zabił Herakles kradnąc jabłko z ogrodu Hesperyd. Jego paszcza rozdziawiona znajduje się na niebie, przygniatana wiecznie przez kolano klęczącego olbrzyma.
Zjawisko nocy i dnia także było utożsamiane przez Greków z istnieniem bogów. Nastanie dnia tłumaczono sobie jako codzienną wyprawę Heliosa, będącego uosobieniem słońca, który codziennie rano wyruszał ze wschodu swoim złotym wozem zaprzężonym w rumaki uplecione z płomieni i przemierzał całe niebo, aż pod koniec dnia lądował na zachodzie. Tam jego powóz oraz konie kąpały się w wodach oceanu. Następnie podczas nocy wracał do swego złotego pałacu pełnego kosztowności, by tam w wielkiej złoconej sali zasiąść na wielkim tronie w otoczeniu dni, miesięcy, lat i stuleci i wyruszyć w tą samą drogę następnego dnia. Podróż ta nigdy się nie kończyła, stąd zjawisko dnia i nocy. Bóg słońce miał też syna. Ten któregoś dnia poprosił go, by ojciec w jakiś sposób sprawił, by ludzie na ziemi mogli uwierzyć że jest synem boga słońca. Ojciec obiecał, że spełni każde marzenie swego syna. Faeton poprosił więc o pozwolenie by choć raz pojechać złotym rydwanem. Ojciec zmartwił się, lecz słowa dotrzymał. Płomienne konie poznały jednak, że kto inny je prowadzi, czego skutkiem była katastrofa - susze i pożary. Zeus musiał więc zabić Faetona piorunem, by ten nie zniszczył ziemi.